Western States 100 Miler Recap

Western States 100 Miler Recap

Przez Cody'ego Reeda

Zaczęło się o 2:00 rano w sobotę. Posłuchałem rady kilku osób i zdecydowałem się zjeść posiłek na 3 godziny przed startem wyścigu. Zjadłem pizzę (dużą, ale wciąż uważaną za „osobistą” wielkość) i wróciłem do spania. Mój drugi budzik był ustawiony na 3:00 rano – a przynajmniej tak mi się wydawało. Obudziłem się w panice po tym, jak naprawdę śniłem o przegapieniu mojego wyścigu. Sprawdziłem telefon i była 4:30 rano – start wyścigu był o 5:00 rano. "MUSIMY IŚĆ!" Powiedziałem do Tessy, budząc ją. Włożyłem strój wyścigowy, nałożyłem krem ​​​​przeciwsłoneczny i złapałem banana do zjedzenia w drodze do Squaw. Zatrzymałem się w Truckee, a mapy Google mówią, że dojazd do Squaw zajmuje 20 minut. Powiedzmy, że nie było nikogo na drodze, kiedy wyruszaliśmy o 4:35, a dotarcie do Doliny Olimpijskiej zajęło mi przyzwoity czas. Pobiegłem do stolików odpraw i dostałem swój numer około 4:45 rano, mogłem być ostatnim, który go odebrał. Przypiąłem go i ruszyłem na początek z kilkoma minutami, aby wszystko ogarnąć. Nie był to początek mojego poranka, który planowałem, ale udało się, byłem tam i byłem gotowy. To nie było tak, że musiałem się rozgrzewać do tego wyścigu, zaczęło się od 3-kilometrowej wspinaczki, którą i tak większość ludzi idzie. Byłem otoczony przez Tima, Jima i Erica na linii startu. Przytuliliśmy się i lekko pokręciliśmy głowami. Wreszcie chwila, o której myśleliśmy przez ostatnie 365 dni, a potem wypalił pistolet.

Wędruj/biegaj po Squaw Valley z Timem i Erikiem.




Pierwsze 24 mile wyścigu (do Duncan Canyon) minęły szybko, ale ponieważ z powodu braku czasu nie miałem swojej normalnej porannej rutyny przed wyścigiem, musiałem dwukrotnie zatrzymywać się na przerwę w łazience w ciągu zaledwie pierwsza godzina. Dobrze, że ten wyścig miał zająć cały dzień, a kilkuminutowa przerwa w łazience nie miałaby teraz znaczenia na dłuższą metę (więcej o tym później). Temperatura nadal była chłodna, a ja czułem się dobrze, właśnie wyszedłem na kolejny trening! Jedyne, o czym myślałem, to „biegnij do następnej stacji pomocy” i „Jestem właśnie na kolejnym biegu treningowym w Wielkim Kanionie lub Flagstaff z moimi chłopcami!” NIE myślałem, że będę biegał cały dzień w temperaturach przekraczających 100 stopni. Krok po kroku.

Tim i ja dzielimy mile w pierwszych godzinach wyścigu

Przybyłem do pierwszej stacji pomocy z załogą na 24 mili, Duncan Canyon, z Timem Freriksem i Mario Mendozą. Moja załoga miała wszystko gotowe, łącznie z moją lodową bandaną. Nie planowałem go tam zabierać, ale powiedzieli, że już się nagrzewa, więc go zawiązałem. Dostałem świeże butelki z większą ilością Electroride'u, jeszcze kilka żeli Spring i znowu wyszedłem, i dużo wcześniej niż wszyscy inni, wszedłem z. Właściwie przez cały dzień poruszałem się szybko po punktach pomocy. Nie spieszyłem się, po prostu podszedłem do każdego z planem i wszystko poszło gładko. Posiadanie niesamowitej załogi również to ułatwiło.

Wchodzimy do Robinson Flat z Timem.

Było to na Robinson Flat na 30 mili. Rok wcześniej byłem z Jimem i znałem ten obszar, chociaż w zeszłym roku w tym miejscu było jeszcze kilka stóp śniegu. Tim i ja biegliśmy razem i około mili dalej zobaczyliśmy Jamila z jego aparatem. Zaczął nas gonić po stopniowej wspinaczce do Stacji, a po kilku minutach puścił. Odnalazłem swoją załogę i pobiegłem do nich. Dostałem nową lodową bandanę, nowe butelki, więcej żeli i szybko wyszedłem. Przez następną milę byłem sam, ale dołączył do mnie Tim, a potem Eric. Postanowili przyspieszyć, a ja nie (tutaj też widzieli niedźwiedzia i niedźwiadki! Niedźwiedź nawet na nich rzucił się, cieszę się, że mnie tam nie było). Ten odcinek trasy był długim i stopniowym zjazdem, co nie było dobre dla moich quadów i dopiero w tym momencie zacząłem odczuwać rosnącą temperaturę. Szybko przeszedłem przez Dusty Corners i wszyscy mówili mi, że rzeka się zbliża, byłem bardzo podekscytowany, że będę mógł całkowicie zanurzyć się w wodzie. Nie mogłem się tego doczekać od czasu moich treningów w Wielkim Kanionie tego lata, gdzie temperatura osiągnęła ponad 100 stopni.

Długie, stopniowe zjazdy zdawały się ciągle nadchodzić i nadchodzić. Pamiętam, że pomyślałem: „tak, to zdecydowanie trasa zjazdowa. Ale jak można czuć się na zboczu, skoro jest jeszcze 18 000 stóp wspinaczki?” Tuż za punktem pomocy ostatniej szansy na 43 mili padł mi zegarek. To nowy Garmin Fenix ​​5 i ma dużo mocy na takie wydarzenie, ale zostawiłem wszystko włączone, takie jak Bluetooth, metryki biegania i cokolwiek innego, co ma, co wyssało żywotność baterii. Używałem mojego zegarka do czasu, kiedy powinienem coś zjeść, a teraz nie miałem nic do wyłączenia. Jadłem wtedy, kiedy uważałem, że muszę, czyli prawdopodobnie za dużo, ale to lepsze niż za mało. Mój brak mentalnego wyczucia czasu był alarmujący. To właśnie w tym rejonie zacząłem zdawać sobie sprawę, ile Poison Oak jest na trasie. Kolejny powód, aby jak najszybciej skończyć, potrzebowałem Tecnu i prysznica JAK NAJSZYBCIEJ!

Osiągnięcie punktu krytycznego:

Moje quady były obolałe, sztywne i zmęczone. Jestem na 45 mili i schodzę do pierwszego kanionu, a Mark Hammond, Jeff Browning (chyba) i Ian Sharman mijają mnie w promieniu mili lub dwóch idąc w dół do rzeki. Oto idą, robiąc swoje. Prawdopodobnie najbardziej konsekwentni faceci w biegach ultra. Nawet się nie denerwowałem, byłem prawie pewien, że w końcu to nastąpi. Nie próbowałem dorównać im tempem, bolało mnie schodzenie tym zjazdem, więc puściłem ich. Było jeszcze wcześnie, musiałem ratować nogi. Zbiegłem serpentynami i zamiast biec przez Swinging Bridge, zszedłem do wody, przepłynąłem i rozpocząłem wędrówkę w górę Devils Thumb. Trochę biegałem, trochę wędrowałem, wydawało mi się, że widziałem ludzi tuż za mną na serpentynach i wtedy wszystko stało się prawdziwe. Zdecydowanie panował upał, ale na szczęście ta wspinaczka jest dobrze osłonięta drzewami, a moja lodowa bandana naprawdę działała niesamowicie. Bardzo powoli pobiegłem do punktu pomocy na szczycie wspinaczki, złapałem przekąski, napełniłem tam swoje butelki, dostałem trochę zachęty od Kim i Tophera Gaylorda i znowu wyszedłem. Byłem na Ziemi Niczyjej, nikogo przede mną ani za mną nie było widać, zawsze tam się znajduję i rzadko kiedy chcę być, zwłaszcza podczas trudnej części pola golfowego, takiej jak ta. Tylko pięć mil do następnej pomocy i rzeki. Moje myśli zaczynały się tutaj plątać, a bez GPS-u i czasu do wyjścia nie zdawałem sobie sprawy, że tak naprawdę istnieje inny kanion, taki sam jak ten, z którego zbiegliśmy i z którego wyszliśmy. Brakowało mi również wody pitnej i skończył mi się lód w chustce. Na szlaku była mała kałuża, na tyle duża, że ​​mogłem w niej usiąść, więc to zrobiłem. Jestem prawie pewien, że Kyle Petari przebiegł obok mnie i zapytał „czy wszystko w porządku?” jak się moczyłem. „Tak” odpowiedziałem, nie podnosząc wzroku. Kałuża była ciepła i wcale nie pomagała, więc wstałem i miałem nadzieję, że stacja pomocy El Dorado Creek na 53 mili była blisko. Zacząłem ponownie schodzić w dół po kilku milach i przypomniałem sobie, że teraz zbliża się Michigan Bluff. To było jak de-ja-vu zejście w dół kanionu i powrót na drugą stronę, ale to było o wiele trudniejsze niż Diabelski Kciuk. Tym razem zrezygnowałem z przepłynięcia przez rzekę, ponieważ zejście z mostu do wody wydawało mi się zbyt daleko i zbyt czasochłonne.

 

Po ostatnich dziesięciu milach zanurzania się w kanionach i przechodzenia na drugą stronę byłem w kiepskim stanie. Czułem się okropnie i, jak moja załoga uwielbiała podkreślać po wyścigu, wyglądałem okropnie. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, kiedy przyszedłem do punktu pomocy, było wymienienie się zegarkami z moją dziewczyną, aby móc śledzić czas i upewnić się, że jem wystarczająco dużo. To jest miejsce, w którym zacząłem jeść moje kanapki z nutellą. Potrzebowałem dobrego jedzenia i to gówno trafiło w sedno. Rozwinąłem silną ochotę na ciasta z Nutellą (rogaliki, kanapki itp.) podczas wyścigów po tym, jak po raz pierwszy spróbowałem tego ostatniego lata we Włoszech podczas Mistrzostw Świata. Były to kromki chleba złożone na pół z pokaźną porcją czekolady w środku, a tu chyba złapałam 3-4. Ktoś powiedział, żeby nie brać zbyt wielu, a ja prawie zabiłem ich spojrzeniem. Teraz nie czas na zadzieranie ze mną i moim jedzeniem. Wepchnąłem je do ust, wypiłem trochę wody i byłem w drodze do Foresthill.

Wybieganie z Michigan Bluff z Tessą i Cappuccino Cowboy.

Tim opuścił Michigan Bluff zaraz po tym, jak przyjechałem, ale naprawdę trafił na nierówny odcinek i złapałem go kilka mil przed Foresthill. Podzieliliśmy się kilkoma słowami o tym, jak bardzo cierpimy i jak jesteśmy dopiero w połowie drogi, a przed nami długa droga. Zostawiłem go za sobą, ale wiedziałem, że jeszcze się zobaczymy. Tim jest prawdopodobnie najtwardszym facetem, jakiego znałem, i nie zamierzał rzucać się w najbliższym czasie.

Jest irytująca mała wspinaczka do Foresthill, zanim zaczniesz biec równolegle do autostrady, i tam spotkałem Tommy'ego Riversa Puzeya, który czekał tam, by zacząć chodzić po Timie. Zawsze wydaje się wiedzieć, co należy powiedzieć w danym momencie. „Tak, Codrrreed! Wyglądasz o wiele lepiej niż wszyscy inni na tej drodze! „Naprawdę?”, „OK, zaczynamy!” Przystępując do wyścigu, chciałem czuć się w miarę dobrze, przyjeżdżając do Foresthill, a teraz jestem tutaj i zdecydowanie cierpię, ale czułem się gorzej! I najtrudniejsza część w tych kanionach się skończyła! Mogę to zrobić!





„Wyścig zaczyna się w Foresthill”

Tessa, ja i mój rozrusznik Caleb Schiff biegnący do stacji pomocy Foresthill.

Biegłem równolegle do autostrady Foresthill, samochody przejeżdżały i trąbiły na mnie, spojrzałem tylko na pierwszy, ale potem przejeżdżały kolejne i trąbiły, i zacząłem lekko machać, a kiedy ciągle mnie dopingowali, ja zaczął machać obiema rękami w powietrzu! Dobrze się bawiłem. Moja dziewczyna Tessa i mój przyjaciel i towarzysz tego dnia, Caleb Schiff, spotkali się ze mną około mili dalej od miejsca, w którym rozłożyli wszystkie moje rzeczy, więc we trójkę biegliśmy do miasta. Było tu mnóstwo ludzi, w tym kilku moich przyjaciół z liceum, którzy przyjechali z mojego rodzinnego miasta Danville, żeby zobaczyć, jak biegam! Zajęło mi to około 5 minut, zdecydowanie najdłużej. Zdjąłem buty, żeby pozbyć się z nich całego brudu i kamieni, w bandanie dostałem więcej lodu, więcej żeli i świeże, zimne butelki, polano mnie lodowatą wodą, kolejne kanapki z nutellą i popijałem to Red Bulla. Czas na kofeinę! Caleb i ja jechaliśmy razem i czułem się jak nowa osoba. Ktoś inny również poczuł się jak nowa osoba, Tim Freriks powrócił z martwych! Kiedy Caleb i ja schodziliśmy w dół Cal Street, Tim i Tommy Rivers nas złapali. Kilka minut, które udało nam się razem przebiec na tej jednotorowej trasie, było jednym z najważniejszych wydarzeń mojego dnia. Chciałbym tylko, żeby to trwało dłużej, Tim był teraz na misji, a on i Rivers zostawili nas w tyle. Kilka sekund później widzę Erica Sensemana. Słyszałem, że wciąż miażdży w Foresthill i był na trzecim miejscu! Jednak tutaj potykał się na szlaku, a jego rozrusznik pomagał mu chodzić. Myślałem, że się zranił, ale kiedy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że wciąż się uśmiecha. Miał problemy z jedzeniem i miał poważne problemy. Szedł, ale wolno. Mogłem powiedzieć, że będzie miał trudności z ukończeniem reszty wyścigu. Caleb i ja udaliśmy się na pomoc Cal-1. Zjazdy naprawdę robiły spustoszenie w mięśniach czworogłowych, a lewa kostka nie pozwalała mi wyprostować stopy, nie wiem czy ją gdzieś skręciłem, czy po prostu wkurzył się, że gnałem 100 mil. Caleb powtarzał mi, żebym otworzyła chód i utrzymywała tempo, ale to było trudne. To bardzo boli. Byłem bardzo podekscytowany, gdy dotarliśmy do płaskich, a nawet podjazdowych części trasy, ponieważ nie bolało i czułem, że mogę biec szybciej na tych odcinkach niż na zjazdach! Siła pod górę, którą odczuwałem, była dla mnie nietypowa aż do tego momentu biegu. Wspinaczka, którą wkładałem podczas treningów, opłaciła się! Ale kosztem nie robienia twardych odcinków zjazdowych. Zawsze jest nad czym pracować. Szybko i płynnie przeszliśmy przez stacje pomocy Cal, uzupełniając lód w mojej chustce, zdobywając więcej wody i wypijając więcej Red Bulla. Jadłem wiosenne żele co 30 minut, kiedy Caleb mi kazał, wszystko szło dobrze, a ja stawałem się coraz bardziej niespokojny.

Zdjęcie z 2017 r., na którym Tim, Eric, Jim i ja wchodzimy do Rucky Chucky.

Podczas biegu Western States w 2017 r. Eric, Tim i ja wszyscy uciekliśmy z przeprawy przez rzekę, aby spotkać się z Jimem, około mili od punktu pomocy. Jego nogi były całkowicie zniszczone, był wyczerpany fizycznie i psychicznie, miał już za sobą ten dzień. Było zdjęcie z tego momentu w zeszłym roku, na którym spacerowaliśmy razem, rozciągnięci na szlaku, które doskonale uchwyciło uczucie i emocje tej chwili. Kiedy biegłem szlakiem, zmęczony, zgrzany i naprawdę chciałem być już przy przeprawie przez rzekę, spojrzałem w górę i dokładnie rozpoznałem miejsce, w którym zrobiono zdjęcie. Prawie przestałem biec tylko po to, żeby na to spojrzeć i ogarnąć to. Pomyślałem o tym, gdzie byliśmy dokładnie rok temu. Ale biegłem dalej, a scena minęła, ale jak niektórzy z was, biegacze, mogli tego doświadczyć, pozostawiło to we mnie ogromne emocje. Zwykle zdarza mi się to w wyjątkowo trudnych momentach podczas biegania, takich jak ostatnie kilka mil biegu Miwok 100 km, mój pierwszy bieg terenowy, ostatnie pół mili biegu Way Too Cool 50 km, a czasami podczas treningu. To nie jest konkretna emocja, to po prostu emocja – cała – wychodząca na raz. Kiedy rozpoznałem to miejsce, wiedziałem, że jestem blisko przeprawy przez rzekę, a moja załoga miała być po drugiej stronie dużej wspinaczki do Green Gate. Poczułem się ożywiony, skoncentrowany. Kiedy dotarłem do Rucky'ego Chucky'ego, zobaczyłem Tima i Mario Mendozę wychodzących z wody po drugiej stronie. Istnieją duże kamienne stopnie, po których trzeba zejść, aby dostać się do wody, a ja ledwo mogłem je zejść. Musiałam trzymać Caleba za ramię, żeby dostać się do wody bez upadku. Jestem pewien, że ktokolwiek mnie zobaczył, pomyślał, że nie ma mowy, żebym dojechał do mety! Kamizelka ratunkowa została założona i zatoczyłem się do wody. Przeciągnęłam się na drugą stronę, zostawiając stopy zwisające za mną, pozwalając wodzie ponownie w końcu zmyć upał i ból. Poświęciłem kilka dodatkowych chwil w wodzie i podciągnąłem się na brzeg liną, którą przywiązali do drzewa. „OK, znowu jedziemy pod górę, rozumiem”. Zasadniczo przez cały wyścig aż do tego momentu myślałem, że nie ma mowy, żebym był w stanie wbiec na tę ogromną wspinaczkę po przebiegnięciu już prawie 80 mil. To było dalej niż kiedykolwiek wcześniej biegłem. Wbiegłam na nią rok wcześniej, czekając na przeprawę przez rzekę na Jima, więc dokładnie wiedziałam, jak to wygląda. Ale jak bardzo się myliłem. Zacząłem biegać po nim i biec MOCNO! I czuć się DOBRZE! Chrząkałem, ale prymitywnie, nie boleśnie. Byłem w strefie. Może w połowie drogi minąłem Mario. Szarżowałem dalej i widzę Tessę. Przebiegła około pół mili, żeby dobiec ze mną. Punkt pomocy w Green Gate był jak pit stop dla samochodów wyścigowych, kiedy piłem Red Bulla, cała moja ekipa napełniała mi pasek jedzeniem i dawała mi nowe butelki, inne załogi były zazdrosne i było super. Kolejne kilometry to spektakularny, gładki, pofałdowany, lekko kręty szlak. Nikogo nie widziałem, ale w takim tempie, w jakim jechałem, wiedziałem, że łapię ludzi.

Przejście rzeki.

Punkt pomocy Green Gate. Kanapka z nutellą, Red Bull i Rafał ze Spring Energy mnie ochładzają.

Pomiędzy Auburn Lake Trails na 85 mili i Quarry Road na 91 mili natknąłem się na Tima. Zszedł mi z drogi, żeby mnie przepuścić, ale pociągnąłem go z powrotem i powiedziałem „nie, nie, idziesz ze mną”. Był sam, ponieważ zaraz po wspinaczce na Green Gate upuścił swój rozrusznik Tommy Rivers. Miał też problemy z jedzeniem. Razem z Calebem zaciągnęliśmy go na Quarry Road. Byłem zaskoczony i podekscytowany widząc tam Chrisa „The pacer to the stars” Rennekera i Hala Koernera. Uzupełniłem swoje butelki i kiedy wychodziłem, Hal powiedział: „Upewnij się, że skręcisz w lewo za półtorej mili”. Obejrzałem się z uśmiechem, myśląc, jak ja lub ktokolwiek inny prowadzący ten wyścig mógł zapomnieć o tym cholernym zakręcie w lewo na 92. mili. Myślałem, że Caleb wkrótce mnie dogoni i pobiegnie, ale po minucie był nie ze mną. Słyszałem, jak krzyczał „Idę biegać z Timem!” „OK” powiedziałem. Zrozumiałem, że Tim miał problemy, a ja nie. Tim potrzebował kogoś, z kim mógłby pójść. Byłem teraz na misji, Chris powiedział, że są ludzie mniej niż 5 minut przede mną, a ja ich dopadnę.

Moi przyjaciele Simon Graves – po lewej i Troy Ellis – po prawej, duży boom box Troya – góra.

Poprosiłem mojego przyjaciela Troya, aby był gotowy do biegania ze mną w Pointed Rocks, jest moim przyjacielem z liceum i razem biegaliśmy w terenie i na bieżni. Po kilku milach w pojedynkę znów byłem z rozrusznikiem. Wziąłem czołówkę i Troya na 94 mili i ruszyłem. Za każdym razem, gdy musiałem zatrzymać się na jakiś czas w punktach pomocy, ponowne ruszenie było jedną z najtrudniejszych części wyścigu. W ciągu tych krótkich sekund lub minut, które uzupełniałem w punktach pomocy, wydawało mi się, że moje nogi zacisną się i przestaną chcieć iść. Opuszczenie Pointed Rocks było prawdopodobnie moim najwolniejszym i jednym z najtrudniejszych etapów wyścigu. To boli. Powiedziałem Troyowi: „Przed nami są ludzie i zamierzam ich złapać, a ty mi pomożesz”. Słońce już zaszło, a ja starałem się patrzeć przed siebie w poszukiwaniu świateł biegaczy. Scena na moście bez rąk była tak ekscytująca, jak się spodziewałem, ale nie zostawałem w pobliżu, pominąłem tę stację pomocy. Tommy Rivers, Jared i Myke wszyscy tam wiwatowali.

Ostateczna bitwa:

Następna była stopniowa wspinaczka drogą pożarową, a potem bardziej stromy pojedynczy tor do Robie Point. Właśnie miałem wejść na bardziej stromy single track, kiedy w końcu go zobaczyłem, były tam dwa reflektory, jakieś 100 metrów przede mną. Powiedziałem kilka psich przekleństw mojemu przyjacielowi Troyowi i zacząłem odkładać młotek. Jestem 97 mil do wyścigu i nic nie czułem. Odcinam się od wszystkiego oprócz łapania tych ludzi przede mną. Nie było bólu i zmęczenia. Byłem skupiony, mały promień światła przede mną jeszcze bardziej zaostrzył moją koncentrację. Troy biegł przede mną, zaczyna kłaść ręce na kolanach, mówię „Przysięgam na Boga, przebiegłem 98 mil…” Resztę znał i znów zaczął biec, ale tylko kilka kroków. Nie mógł wspiąć się ze mną na wzgórze, więc go wyprzedziłem. Kilka sekund później wyprzedziłem pierwszego biegacza, którym okazał się kolega z Arizony, Charlie Ware. Teraz kolej na kolejnego biegacza, Kyle'a Petariego. Przyspieszył kroku i poszedł ze mną. Szliśmy na całość w górę tego wzgórza. Po kilku sekundach jego rozrusznik spadł i zostaliśmy tylko on i ja, próbując obliczyć, ile jeszcze możemy znieść i jak daleko jeszcze zajdzie ta górka. Dotarliśmy do chodnika, punktu pomocy Robie Point, na 99 mili, ale nawet nie pamiętam, żebym widział punkt pomocy, i tak nie zamierzałem się tam zatrzymać. Po utwardzonej drodze biegliśmy sprintem, w ciemności, na ramionach. Ja nadepnąłem na niego, potem on na mnie, kilka razy chodziliśmy tam iz powrotem, aż dotarliśmy na szczyt wzgórza, gdzie wyrównało się i zaczęło trochę opadać. Zrobił krok nade mną, potem zrobił dwa kroki nade mną, potem trzy i dalej się oddalał. Widziałem, jak mój obrotomierz zmieniał się na czerwono, podskakiwał w górę i w dół na szczycie zakresu, chcąc wrzucić kolejny bieg, ale dla mnie go nie było. Spędziłem to w ciągu poprzednich 6 mil, próbując złapać go i Charliego. On ciągle się oddalał, a ja podążałem za nim, szedłem tak szybko, jak tylko mogłem, podążając za tymi małymi czerwonymi śladami namalowanymi na drodze, z napisem „WS100” i prowadzącymi na tor w Placer High. Teraz naprawdę bolało. Moja klatka piersiowa kurczyła się i nie zdziwiłabym się, gdyby Kyle usłyszał mój oddech i stękanie ze 150 metrów przede mną. Wydawało mi się, że mięśnie brzucha zaraz wypadną. Wszedłem na tor, miałem wizję tunelu, było tak blisko. Finisz na bieżni był znajomym miejscem zakończenia bardzo nieznanego wyścigu, ale wszystkie uczucia, jakie kiedykolwiek czułem podczas wyścigów na torze, mogą tylko zarysować to, jak to jest ukończyć zachodnie stany. I nie tylko przebiegnięcie 100 mil, ale po prawie 17 godzinach biegu, które sprowadziło się do kopa na ostatniej mili, to była piękna rzecz.

Ostatni odcinek

Ukończenie o jedno miejsce wyżej byłoby wspaniałe i byłbym z tego bardzo zadowolony. Ale walka tak jak my, do samego końca, dokładne sprawdzenie się przeciwko sobie, wykazanie się czystym charakterem – bo to wszystko, co zostało po 99 milach biegu, przyniosło znacznie więcej przyjemności niż gdyby było to łatwe lub normalne truchtem do końca.

Mówię Kyle'owi, że nasz finisz był niesamowity.

Wrócę.

Szybkie statystyki:

Czas: 16:54:49

Miejsce: 7

Jedzenie: Wiosenne żele x 35-40 (głównie Long Haul , trochę Cannaberry ), Kanapki Nutella

Nawodnienie: Electroride x 15-20, Red Bull Summer Flavour

Buty: Under Armour Prototype (w przyszłym roku)

Ubiór: mundur wyścigowy Under Armour

Skarpety: Drymax Hyperthin

Rękawy naramienne: Drymax

Przechowywanie: pasek Camelbak (wkrótce), miękkie kolby 500ml

Lodowa bandana: Zombie Runner (zombierunner.com)


Leave a comment

Please note, comments must be approved before they are published

Ta strona jest chroniona przez hCaptcha i obowiązują na niej Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi serwisu hCaptcha.