Powrót do CCC autorstwa Kelly Wolf
Wiele rzeczy się zmieniło od czasu, gdy ostatnio tu byłem, ścigając się z Courmayeur we Włoszech, przez Champex Lac w Szwajcarii do Chamonix we Francji. „CCC” 100K to królowa wyścigów UTMB w „serii światowej” naszego sportu.
Mój pierwszy raz tutaj był w 2017 roku. To był mój drugi bieg na 100 km i pierwszy wyścig w Europie. Jak możesz sobie wyobrazić, byłem całkowicie ponad moją głową, ale hej, od czegoś musiałem zacząć. Pomimo tego, że mogłem się tak wiele nauczyć od tych gór, elity elitarnej konkurencji i międzynarodowego doświadczenia, miałem dwa wyraźne wnioski. Po pierwsze, dowiedziałem się, że ściganie się wokół masywu Mont Blanc właśnie stało się centrum mojego wszechświata i siłą, która poprowadzi moje bieganie i ściganie się. Po drugie, dowiedziałem się, że największym polem do poprawy byłoby znalezienie paliwa wyścigowego, które zadziałałoby dla mnie.
To był mój pierwszy rok jako sponsorowany sportowiec i miałem szczęście, że miałem to doświadczenie z mentorami dookoła. Pomogli mi we wszystkim - od poruszania się po ruchliwych ulicach Chamonix w poszukiwaniu idealnego (znanego również jako najlżejszego) wymaganego zestawu startowego do oświecenie mnie włoskim eliksirem aprés, towarzyskim Aperolem Spritzem na hotelowym patio z całą załogą przed kolacją. Od tego czasu zmieniłem sponsorów, teraz biegam ze sponsorem tytularnym La Sportiva i nie potrzebuję, żeby ktoś mi mówił, kiedy pić Spritz (chociaż nadal z większością tych samych twarzy). To były dla mnie przedwiosenne dni energii i były to ciemne dni.
W mojej pamięci o tej rasie jedno utkwiło mi w pamięci: ŻYWIENIE (lub jego brak).

Dzień zaczął się dobrze na pierwszym podjeździe (4 km prosto z miasta), ale wkrótce wyprzedziły mnie dwie dziewczyny podczas wchodzenia na Grand Col du Ferret, który przecina granicę ze Szwajcarią na wysokości 2357 m. Podczas wspinaczki zauważyłem, że szczyt przełęczy był schowany w chmurze. Robiło mi się coraz zimniej, ale mój kozi upór nie pozwalał mi się zatrzymać. „Na górze założę rękawiczki i kurtkę” – obiecałem sobie, mając również nadzieję, że dodam czynnik motywacyjny, by iść dalej w pośpiechu. Jednak szczyt, według mojego kiepskiego planowania, był najzimniejszym punktem ze wszystkich. Desperacko próbowałem odłożyć kijki przed zejściem i wyciągnąć kurtkę z plecaka, ale moje ręce i ręce były tak zmarznięte, że nie tylko nie mogłem złamać kijków, ale nie mogłem wyciągnąć z plecaka ani jednej rzeczy. Nie mogłem nawet odpiąć przedniego paska kamizelki. Chciałem ponownie zawiązać luźny but, ale nie odważyłem się z obawy, że nie będę mógł go ponownie zawiązać. Zdecydowanie nie mogłem otworzyć żadnego jedzenia.
Dotarłem do Champex Lac, słonecznego i jasnego, blisko najniższego punktu na trasie i pierwszego miejsca, w którym spotykasz swoją załogę, po pokonaniu epickiego 50 km, które łatwo uznać za satysfakcjonujące samo w sobie. Uzupełniłem zapasy paliwa, pakując kamizelkę w wysoce wyrafinowany żel energetyczny, którego nie można nazwać. Pamiętam cyfry 7 i 10. Siódmego żelu tego dnia mój żołądek zaczął się kurczyć. Ósmego mój żołądek ostrzegał przed tym, ale usta zmusiły go do przełknięcia. 9-go mój żołądek zdecydowanie odmówił i wszystko, co mogłem zrobić, to dotknąć tu i tam języka. Na 10. żelu CCC otworzyłem go, podniosłem do ust i po prostu widok i zapach tego lepkiego, syropowatego bałaganu przyprawił mnie o mdłości i tyle. Nie zjadłem więcej tych hiper-słodkich żeli, których nie można nazwać. Nie mogłem już nawet o nich myśleć bez chęci wymiotowania.

Mniej niż 10 żeli to niewiele paliwa w zbiorniku, powiedzmy 60K na 100K. Uzupełniałem kalorie batonami i różnymi przekąskami, takimi jak owoce, ale z pewnością polegałem na tych żelach jako moim głównym źródle energii. W jakiś sposób udało mi się trochę przyspieszyć i na następnej stacji pomocy, Trient (70 km), moja załoga dała mi znać, że zyskałem trochę czasu na kobiecie przede mną, dodając mi energii od środka. Wewnętrzny przypływ energii nie mógł nadrobić zewnętrznego deficytu energii, a przy Vallorcine (80K), ostatniej stacji pomocy dla załogi, zanikałem. Żele nie były już opcją i brakowało mi alternatyw. Nałożyłem kilka żelków na policzki, ponieważ nadal nie chciałem bezpośrednio jeść dużo czegokolwiek i skierowałem się w zbliżającą się ciemność.
W La Flegere, ostatnim punkcie pomocy wyścigu, na stoku narciarskim tuż nad Chamonix, czułem się tak blisko, ale jakże daleko. Byłem naprawdę wyblakły, a wolontariusze z punktu pomocy, widząc moje oszołomione spojrzenie, zaświecili latarką w moje źrenice i powiedzieli, że muszę zostać i popijać bulion przez co najmniej 45 minut przed wyjściem. Nie miałem 45 minut czekać! Byłam piątą kobietą i pierwszą piątką na podium. Wypiłem trochę coli i zszedłem z góry z bardzo powolnym czasem reakcji – niezgrabnie podążając serpentynami po korzeniach aż do miasta w ciemności. Skończyłem! I zająłem miejsce na podium! Następnie szybko zaprowadzono mnie do namiotu medycznego, aby reanimować. Gdyby mieli IV kalorii w tym momencie, wziąłbym to. Wystarczyłaby pizza i lody!
Podstawową przyczyną mojego upadku w wyścigu w tamtym roku były intensywne nudności związane z wysoce rafinowanym produktem energetycznym, nie zgadzającym się z moim żołądkiem, i nie jestem jedyny. Oczywiście biorę pełną odpowiedzialność za mój występ, ale spowodowało to całkowitą niezdolność do tankowania. Nic dziwnego, że problemy żołądkowe są najczęściej wymienianymi problemami u biegaczy ultramaratonów, a nudności są najczęściej wymienianym problemem, a także najczęściej wymienianym powodem całkowitego wycofania się.
Później tego samego roku odkryłem Spring Energy i wiesz co? Od mojego następnego wyścigu ze Springiem nigdy więcej nie musiałem przerywać jedzenia podczas wyścigu z powodu „problemów żołądkowych”. Dzięki natychmiastowemu sukcesowi byłem w stanie jeść przez cały dzień wyścigu, szczęśliwie, a nawet rozważyć zjedzenie żelu wiosennego na mecie! Poważnie, to był szalony zwrot, o którym nie myślałem, że jest możliwy, myśląc, że „wszystkie żele to żele”.

Jednak badając składniki, szybko zdaje sobie sprawę, że wszystkie żele z pewnością nie są takie same. Wiosna wykorzystuje całe produkty spożywcze, takie jak ryż basmati lub owies, owoce, orzechy, miód lub syrop klonowy i nie tylko. Pełnowartościowe pokarmy, do których twój żołądek jest przyzwyczajony i nie męczą podniebienia, jak te nieznane żele, których składnikami są różne rodzaje cukru i rafinowane laboratoryjnie węglowodany.
Paliwo oparte na prawdziwym jedzeniu, podobnie jak moja dieta oparta na prawdziwym jedzeniu, jest teraz moją niezbyt tajną bronią.
Jest rok 2022, 6 lat od mojego pierwszego występu tutaj, w okolicy Mont Blanc, i jestem podekscytowany wiedząc, że mogę poprawić swój wysiłek, zwłaszcza że moja gra w odżywianie jest już ustawiona.
Miałem na swoim koncie dwa udane ultrasy w przygotowaniach do tegorocznego CCC, Madeira Island Ultra Trail 85K i Ultra Dolomites of Lavaredo 80K. W obu wykorzystałem żele Spring Energy, a także inne pełnowartościowe pokarmy, takie jak suszone owoce (suszone mango i daktyle to moje ulubione) i orzechy. Kiedy nie miałem dostępnych batonów Spring Energy, korzystałem z batonów zrobionych z prostych składników – orzechów, nasion, suszonych owoców i miodu. Jem po pierwszych 90 minutach, a następnie jem żel co 45-60 minut. Canaberry (100 kalorii), Awesome Sauce (180 kalorii) i WolfPack (350 kalorii) to moi wypróbowani i prawdziwi faworyci. Uzupełniam żele innymi prawdziwymi przekąskami, jak wspomniano. Mając 5 i pół roku dobrych wyników, wiem, że mój żołądek będzie w stanie wytrzymać ze Spring Gels przez 100 kilometrów (ponad 12 godzin…). Czy mój umysł i ciało mogą?! O tym przekonamy się już w ten piątek, dzień wyścigu!

Do tego czasu będę biegać spokojnie, wspinać się po skałach, spotykać się, jeść prawdziwe, bogate w składniki odżywcze pokarmy i oczywiście pić Spritz tu i tam, aby złagodzić nerwy!

Leave a comment